#28 Dziękuję za różne sposoby na Słowo Boże

Wydanie na Niedzielę

II Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego.
Rozpoczyna się X Tydzień Biblijny.
Hasło: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”
W tym roku: List św. Pawła Apostoła do Rzymian.

Plan na dziś był taki, żeby przyłączyć się do Tygodnia Biblijnego i wspólnie z Tobą pomedytować nad Listem do Rzymian. Wszystko zmieniła wieczorna Msza Święta i jedno zdanie: „Macie tu coś do jedzenia?”.

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. 

Łk 24, 41-43

Wydało się, jestem prawdziwym maszketnikiem (mrugam okiem w kierunku Śląska)! Łatwo mnie uszczęśliwić – wystarczy nakarmić. Czymkolwiek, ale najlepiej pysznościami. Nic dziwnego, że mózg wyłowił słowo „jedzenie” nawet w Ewangelii. (Już o tym trochę było w tym wpisie: #10).

Tak sobie myślę, że Jezus to był taki swój chłop. Nie obnosił się ze swoją misją ewangelizacyjną w stylu „proszę wstać, sąd idzie!”, „Baczność! Do hymnu!”. Przychodzi do starych kumpli, mówi „hasło”, które działa do tej pory, gdy się do kogokolwiek zadzwoni domofonem ( –  Kto tam? – To ja!). Gwarantuję, otwiera wszystkie drzwi!

I co dalej? Czyżby zaczął z grubej rury wytykać im niedowiarstwo? Czyżby wyskoczył z „a nie mówiłem”? Nie! „Głodny jestem” (prawdziwy facet). Nic dziwnego – po robocie mu się należy. Myślę jednak, że jedzenie zawsze było wysoko w hierarchii potrzeb Jezusa. O ile dobrze pamiętam, dwukrotnie rozmnażał jedzenie dla tłumów, które przyszły go słuchać, wskrzeszoną dziewczynkę w pierwszej kolejności kazał nakarmić, sam też chętnie uczestniczył w ucztach. Pierwszy cud: przemienienie wody w wino. Najważniejsze słowa, cytowane podczas każdej Eucharystii: „bierzcie i jedzcie…”.

I tak gada sobie z kolegami przy rybce, że się udał plan, o którym tyle rozmawiali wcześniej i o tym, że jest interes do zrobienia. Trochę ich tam po męsku zruga, ale wszyscy wiemy, jakie są te męskie przekomarzania przy grillu.

Pamiętam, jak wielkim odkryciem było dla mnie, ze Biblia nie zawsze uderza w wysokie tony. Owszem, jej język jest przeważnie archaiczny, co niektórym sprawia szczególną przyjemność (ale do tego trzeba mieć duszę archiwisty lub filologa klasycznego, czy innego lingwisty-wrażliwca), ale innym zdecydowanie przeszkadza. Mimo to, gdy się w jakiś sposób pokona tę barierę, nagle jak zza mgły wyłaniają się takie namacalnie rzeczywiste historie. Łatwo powiedzieć… i nietrudno zrobić! Okazuje się, że jest wiele możliwości „oswojenia się” z Pismem Świętym i opowiem dziś o kilku moich odkryciach, ale najpierw:

DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE MOGĘ CZYTAĆ LUB W INNY SPOSÓB POZNAWAĆ PISMO ŚWIĘTE BEZ PRZESZKÓD.
Ale szczególnie dziękuję tym, którzy przyczynili się do jego oswojenia.

W moim przypadku język Biblii nie był dużą przeszkodą. Problem był dużo bardziej prozaiczny: lany tekst. Czasem gubię się w dialogach, ponieważ nie są graficznie wydzielone. Kto by pomyślał, że taki drobiazg będzie mnie skutecznie zniechęcał. Tymczasem okazało się, że powstała wersja, która rekompensuje mi tę trudność z nawiązką: Biblia audio. Nie jest to zwyczajny audiobook. To stworzone z pietyzmem słuchowisko, w którym wszystkie kwestie zostały rozpisane na role i są czytane przez wielu ludzi. Nieprzypadkowo dobrane dźwięki (muzyka, odgłosy, mowa aktorów) sprawiają, że w wyobraźni słuchacza rozgrywają się sceny jak z filmu. Dzięki temu projektowi udało mi się przebrnąć przez cały Nowy Testament z ogromną przyjemnością. Najważniejsze chyba, że ta forma pozwala mi zapamiętać dużo więcej treści. Nie mogę się doczekać rozpoczęcia przygody ze Starym Testamentem, między innymi dlatego, że wiele z użytych tam dźwięków zostało nagranych w Izraelu! Biblia audio jest w całości darmowa, chyba że komuś zależy na wydaniu w pięknym pudełeczku, to może takie kupić.

Inny sposób oswojenia Biblii, który wydaje mi się interesujący, to komiks. Nie mam tu na myśli typowych, dziecięcych książeczek z opowiadaniami napisanymi na podstawie Pisma Świętego. Takich rozpoczynających się od „dawno, dawno temu” i okraszonych ładnymi, pastelowymi obrazeczkami. Chodzi o dynamiczne obrazki w stylu Marvela (nasycone kolory, wyraźne kontrasty, ostre rysy postaci, powykrzywiane miny, muskuły na wierzchu). Oprócz niewątpliwych walorów estetycznych – komiks również rozwiązuje mój problem z gubieniem się w dialogach, co potęguje mój zachwyt, aczkolwiek nie wyobrażam sobie poprzestania na samym komiksie.

Wreszczie trzecia rzecz, która mnie do Biblii zachęca, to homilie. Można powiedzieć, że moje nawrócenie zaczęło się przez Internet. W chwili kryzysu i zwątpienia w instytucję kościoła oraz jej włodarzy przypomniało mi się, że kiedyś na katechezie w szkole słuchaliśmy dość ciekawych konferencji księdza Piotra Pawlukiewicza, który jakiś czas później nas odwiedził. To wspomnienie było na tyle ciepłe, że sprowokowało mnie do wyszukania podobnych treści w Internecie. I zaczęło się… Z czasem anegdoty księdza Pawlukiewicza nie wystarczały. Dalej pojawiła się chęć śledzenia aktywności księdza Adama Szustaka, następnie jego projektów ze współbraćmi. Później było odkrycie księdza Augustyna Pelanowskiego i księdza Piotra Glasa. Każdy z nich ma nieco inny punkt widzenia, odmienny styl prezentowania treści oraz na inne sprawy kładzie nacisk. Każdy sprawdził się w innym momencie mojego życia. Aż wreszcie dotarło do mnie, że skoro codziennie słucham Słowa Bożego z komentarzem w Internecie, to właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby robić to na Mszy. Tak oto zaczęło się moje regularne chodzenie do Kościoła, a czytanie Biblii przestało być w moich oczach czynnością dla wybrańców. Z czasem przyszła mi również odwaga do tego, by poszukać sobie parafii, której „styl” mi odpowiada.

Jeszcze jedno! Często zdarza się, że tekst pieśni liturgicznych jest w rzeczywistości cytatem z Pisma Świętego. Bywa tak, że podśpiewuję je sobie pod nosem, bez świadomości, że cytuję Biblię. Gdy jednak pewnego dnia trafię na odpowiedni ustęp Pisma, mam poczucie spotkania ze starym znajomym. Gęba mi się śmieje, myślę „znam to!”, czuję radość i dumę. Wtedy z chęcią czytam wszystko dookoła znanego mi fragmentu, poznaję kontekst i szukam komentarzy.

Podobno w sąsiedniej parafii działa koło biblijne. Uważam to za wspaniałą inicjatywę. Uczestniczę czasem w spotkaniach osób (świeckich), które chciałyby pogłębiać swoją wiarę i wspólna lektura Pisma Świętego oraz późniejsza dyskusja okazały się dla mnie bardzo otwierające na nowe punkty widzenia i sposoby wczytywania się w Biblię. Dlatego (choć ten pomysł początkowo wydawał mi się szalony) serdecznie polecam spróbowanie takiej przygody z Biblią w tandemie lub większej grupie.

Możemy wybierać. Choć Kościół katolicki ma wielowiekowe tradycje, nie ma nic złego w tym, by wprowadzać do niego nowoczesne rozwiązania, jeśli tylko prowadzą do Boga. Takie jest moje zdanie.

Dziś mi w duszy gra:

„Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą”.

Ps 1, 1-2.

Duchu Święty, napełnij nas!
Nawyk Kochania.

Reklamy