#29 Dziękuję za musicale

Nie mogę się powstrzymać przed podzieleniem się z Tobą moimi wrażeniami z musicalu „Piloci”. Muszę przyznać, że z czasem robię się coraz bardziej wymagającym widzem. Mimo to rozczarowania nie było, może jedynie lekki niedosyt.

DZIĘKUJĘ ZA TEATR.
Szczególnie za musicale i operetki, które lubię najbardziej. Za ucztę kulturalną, której dostarcza. Za możliwość przeniesienia się w wyobraźni w inny świat.

Tłem wydarzeń w musicalu „Piloci” jest Bitwa o Wielką Brytanię. Niestety nie należę do miłośników historii i geografii (choć szanuję obie dziedziny, żadna z nich to nie mój konik), ale akurat te wydarzenia z 1940 roku są mi w pewien sposób bliskie i wracam do nich myślami na różne sposoby. Pierwsze wspomnienie – książka „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera. Była to moja lektura szkolna, wobec której narodził się we mnie bunt. Gdyby nie mój tata, który cierpliwie zniósł moje fochy, nie zaproponował, że sam będzie mi tę książkę czytał „do poduszki”, na pewno wylądowałaby w kącie. Pamiętam, że było mi trochę głupio, bo wydawało mi się, że w moim wieku (raptem późna podstawówka) już nie wypada, żeby ojciec czytał bajki na dobranoc. Trudno było też przyznać przed sobą, że to bardzo przyjemne.

Kolejna szansa dla Arkadego Fiedlera nastała dopiero w czasach studiów. Pamiętam jak dziś: wakacje, czyste niebo, samoloty latają nad głową, a ja jednym tchem pochłaniam historię polskich (i czeskich) lotników walczących nad brytyjskim niebem. Odwaga i finezja bohaterów Bitwy o Anglię do tej pory mi imponują. Z sentymentem wspominam również poczynania mechaników, którzy w cudowny sposób wskrzeszali zdezelowane samoloty.

Kolejną rzeczą, która kojarzy mi się z wydarzeniami z 1940 roku jest dwuosobowa, szybka, ale emocjonująca gra planszowa pt. „303”, wydana przez Instytut Pamięci Narodowej. Lubię ją ze względu na prostotę zasad, walory poznawcze oraz estetyczne. Plansza przypomina bowiem stół sztabowy Centrum Dowodzenia Royal Air Force. Jedna osoba wciela się w dowódcę lotnictwa Trzeciej Rzeszy i szturmuje Londyn bombowcem i myśliwcami. Przeciwnik jako dowódca aliantów próbuje powstrzymać Luftwaffe. Gra dostarcza niesamowitych emocji, a w pewnym momencie była całkiem niezłym elementem spajającym nasz związek – oboje bardzo lubimy rozgrywać tę bitwę do tego stopnia, że kupiliśmy grę-bliźniaczkę pt. „111”, stworzoną na pamiątkę lotniczej obrony Warszawy w 1939 roku.

Takie oto tło przeżyciowe wokół „Dywizjonu 303” rozbudziło mój entuzjazm wobec musicalu „Piloci”. Pozostaję pod wrażeniem kostiumów i niektórych piosenek (zwłaszcza melizmatów w „Vaterland”). Nowoczesne aranżacje niektórych (na przykład „Pan Hurrican”) zaskoczyły mnie.  Elementy rapowane i współczesny taniec z pogranicza akrobatyki dziwnie dobrze komponowały się z klimatem lat 40. Jak oni wszyscy tańczyli! Jakby mieli pogubić buty albo jakby mieli nogi wyrastające zewsząd! A scena z rowerami… niesamowita! Cięzki jest żywot aktora: tańczy, śpiewa (i gotuje), a to wciąż mało – musi jeszcze nauczyć się robić akrobatyczne cuda bez zapowietrzenia na wysokim „c”. Podziwiam.

Obok pozytywnych wrażeń artystycznych mam niestety również mieszane uczucia wobec ekranów multimedialnych, będących częścią scenografii – w niektórych scenach były konieczne i spełniły swoją funkcję bardzo dobrze, ale mam wrażenie, że były nadużywane do tego stopnia, że można było poczuć się bardziej jak w kinie niż w teatrze. Na przykład scenografię z angielskiego ogrodu i tło do piosenki „Vaterland” wspominam bardzo ciepło.

Mam też żal, że nasi piloci zostali pokazani bardziej jako niesubordynowani chłoptasie-podrywacze, którzy mają więcej szczęścia niż rozumu niż jako fachowcy! Odnoszę wrażenie, że większą uwagę skupiały ich jedwabne szaliki i romanse niż umięjętności, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że ich wyjątkowość nie została pokazana. Wiem, że musical rządzi się swoimi prawami, ale tutaj warstawa humorystyczna w moim odczuciu byłą przesłodzona.

Niektóre elementy fabuły (głównie motyw „szlachetnego Niemca”, „niecelnego strzału finałowego”) raczej mnie rozczarowały swoją sztampowością niż bawiły. Czarny charakter został na koniec wygwizdany: do tej pory nie wiem, czy to znaczy, że zagrał tak dobrze (przekonująco), czy tak źle (nieciekawie). Na mnie zrobił dobre wrażenie jako aktor i odpowiednio negatywne jako postać, więc chyba należą się brawa? A jednak głupio…

Nic nie przebiło dotąd „Tańca wampirów”, choć przy „Les Miserables” było blisko. „Piloci” niestety nie zawalczą o podium w moim sercu, ale na pewno nie jest to nijaki spektakl. Pozostawił dobre wspomnienia – warto było przyjść dla paru perełek, których nie zapomnę. Dziękuję, to był bardzo miły wieczór.

Dziś mi w duszy gra:

Za tamten sprzed września czas, gdy Saskim Ogrodem można było iść – za wolność, miłość, sny będziemy znów się bić!

Tekst: Michał Wojnarowski
Muzyka: Jakub Lubowicz, Dawid Lubowicz

Kurtyna!
Nawyk Kochania.

Reklamy