#46 Dziękuję za opiekę Maryi nad Polską

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski
Rocznica uchwalenia Konstytucji 3. Maja

 

Mam wrażenie, że żaden Polak nie przeoczy początku maja. Czy dlatego, że jest ultrapatriotą i wyczekuje nagromadzenia świąt państwowych? Czy jako gorliwy katolik nie może się doczekać uczczenia swojej Matki i Królowej? Wątpię. Po prostu nie możemy wytrzymać do urlopu i oficjalnego otwarcia sezonu grillowego.

Coraz mniej osób z mojego sąsiedztwa trzeciego maja wywiesza flagę państwową. Nie widzą takiej potrzeby, bo długi weekend spędzają poza domem. Obok takiego „zobojętnienia” pojawiają się jednak zachowania z przeciwnego bieguna: niektórzy obok flagi państwowej wywieszają drugą, maryjną. Chyba nawet cieszy mnie takie rozwarstwienie: dobrze, gdy mamy sprecyzowane zdanie na jakiś temat – wchodzimy w coś, lub nie. Jeśli tak, to najlepiej pełną parą, ale umiar też jest cnotą. Jeśli nie chcemy, to lepiej nic nie robić, niż zachowywać pozory.

Martwi mnie, że obecnie w szkołach zanika tradycja „apeli”, czy przedstawień z okazji świąt patriotycznych. Ogromny nacisk na „wyrobienie się z programem” pozbawił nauczycieli roli wychowawców, przewodników. Obecni uczniowie szkoły podstawowej nie znają ani jednej zwrotki jakiejkolwiek piosenki patriotycznej na pamięć, o ile rodzice ich tego nie nauczyli (często na siłę). Niektórzy „coś tam kojarzą, gdzieś tam słyszeli, „witaj maj, trzeci maj”). To jeszcze mało: niewielu uczniów idących do czwartej klasy potrafi zaśpiewać hymn Polski. Nie wiedzą też, jak się zachować na komendę „do hymnu”. Nie mam pojęcia, jak jest później, ale boję się sprawdzać.

Cóż za hipokryzja. Z jednej strony promuje się uczenie rozwiązywania testów (zatem w pewnym sensie pamięciowe i bez zrozumienia), a z drugiej strony piętnuje uczenie na pamięć wierszy lub piosenek. Dzieci postrzegają to jako stratę czasu lub narzucanie im czegoś i „ograniczanie ich wolności”. Są takie wyzwolone, bo nic nie muszą, a wszystko mogą.

DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE MARYJA JEST KRÓLOWĄ POLSKI.
Bez względu na to, jaka ta Polska jest. Mimo to mam cichą nadzieję, że się zreflektuje swojej najlepszej Mamie.

Wyjeżdżam z miasta i uspokajam nerwy. Wzdłuż ulicy i na każdym domu dumnie wisi polska flaga, a gdzieniegdzie także maryjna. Na skwerze w miasteczku urządzono niewielką estradę, na której dzieci z przedszkola i szkoły dają koncert pieśni patriotycznych i historycznych oraz piosenek ludowych, w tym regionalnych. Czasami do mikrofonu wtóruje im jakiś dorosły facet. Śpiewa z zaangażowaniem, skocznie i wesoło. Już sobie wyobrażam reakcję ludzi „miastowych”. Można ją wyrazić w trzech słowach: zażenowanie, pogarda, a może nawet wstyd. Tutaj publiczność klaskała i cieszyła się ze świątecznej atrakcji. Ktoś powie: na wsi nie ważne co się dzieje, byleby się działo. Ja odnoszę wręcz odwrotne wrażenie.

Co chwilę mijamy przydrożne kapliczki. Trochę mnie zdziwiło, że z rzadka były to krzyże. Częściej właśnie figurki Maryi albo małe kapliczki Bożego Miłosierdzia (wnioskuję po napisie „Jezu ufam Tobie” nad dzrzwiczkami, za którymi  zapewne ukrywał się obraz, a może rzeźba). Wiele z tych kapliczek stało na prywatnych posesjach. Nie było też niczym dziwnym wmurowanie figurki Maryi w ścianę domu (w takim specjalnym „okienku”). Wszystkie te obiekty były zadbane i wyglądały na odnowione, niedawno odmalowane albo świeżo przystrojone.

Zastanawiało mnie – po co ludziom aż tyle takich kapliczek. Moje wątpliwości rozwiał jeden obrazek – grupa osób siedzących na kilku ławkach przed taką figurą i odmawiająca różaniec. Myślę sobie: na pewno chętnie zbieraliby się w kościele, ale jeśli ten jest w sąsiedniej wsi, chcą mieć bliżej domu takie miejsce, gdzie mogą się wspólnie modlić.

Widząc takie obrazki przypominam sobie, że w odległości do dziesięciu minut marszu od mojego domu znajdują się trzy kościoły, a gdy dołożyć jeszcze dziesięć minut, to drugie trzy. Gdy wybiorę autobus albo samochód, możliwości wielokrotnie zwiększają się. Mogę sobie wybrać dowolną „aurę” sprzyjającą modlitwie, dowolną duchowość księży, dowolny sposób głoszenia, czy odprawiania Mszy. Mogę przychodzić do zakonników dowolnego charyzmatu albo do księży diecezjalnych, a może z dumą mówić sobie: to moja parafia i tam chodzę. I z jednej strony cieszę się z tej obfitości, a z drugiej – żal mi kapliczek. Są wyrazem jakiejś tęsknoty, jakiejś oddolnej inicjatywy, a jednocześnie dumą i wizytówką wiernych, znakiem przynależności. Świątynia, choć w gruncie rzeczy jest przecież tym samym, nie wiedzieć czemu kojarzy się raczej z ogromnym projektem, do którego czasem idę jak do domu, a czesem jakby nie dorastam.

Dziś mi w duszy gra:

A dać raczy, Jegoż prosimy,
a na świecie zbożny pobyt, po żywocie rajski przebyt.
Kyrie eleison.

„Bogurodzica”

Niech nam błogosławi i sprzyja z Synem swoim Panna Maryja!
Nawyk Kochania.

Reklamy

#20 Dziękuję za niepowtarzalny plan

Zamiast wpisu powinniśmy wspólnie odśpiewać Psalm przewidziany w liturgii na dzisiejszy dzień. Ewentualnie odczytać go prosto z Biblii. Tak się jednak złożyło, że dziś cały dzień towarzyszyła mi Najświętsza Maryja Panna i medytacja nad jej życiem przyniosła nieoczekiwane myśli, którymi chcę się podzielić.

DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE PLAN NA MOJE ŻYCIE JEST JEDYNY I NIEPOWTARZALNY.
Dziękuję, że jest jak utwór muzyczny, który napisał najlepszy Kompozytor… pozostawiając mi szerokie pole do interpretacji pozostawionych nut.

Wyobrażam sobie, że żyję w czasach przed narodzeniem Jezusa Chrystusa. Żydzi czekają na przyjście Mesjasza, wnikliwie studiują Torę, a tam… proroctwo!

Dlatego Pan sam da wam znak: 
Oto Panna pocznie i porodzi Syna, 
i nazwie Go imieniem Emmanuel. 
(Iz 7,14)

W świecie zdominowanym przez mężczyzn całkiem serio mówi się o tym, że jakaś kobieta sprowadzi do nas Boga. Wyobrażam sobie, jak pobożne Żydówki nieśmiało myślą sobie – czy to o mnie chodzi? Może jest to myśl, której kurczowo się trzymają, bo ich życie nie wygląda tak, jak by tego chciały. Miały wielkie plany i marzenia. Podkochiwały się w uroczym Mordechaju, ale z goryczą nuciły sobie odpowiednik przyśpiewki „Jadą goście, jadą koło mego sadu, do mnie nie zajadą, bo nie mam posagu”.

A może było zupełnie inaczej: jakaś Gołda, urodzona w rodzinie bogatego przedsiębiorcy, w każdy Szabat myśli sobie: „Mam wszystko, czego mi trzeba. Nie ma drugiej takiej na świecie. Kogóż innego chciałby wybrać Bóg na swoją matkę?”. Zadzierają nosa i co jakiś czas sprawdzają, czy podejrzanie nie powiększa im się brzuch.

Może były jeszcze inne – przekonane o swojej małości i nicości, lamentowały, że „wszystkim przytrafia się niepokalane poczęcie, tylko nie im”. Marudzą, że Bóg o nich zapomniał, że się nimi brzydzi. Patrzą na inne kobiety i w każdej widzą potencjalną matkę Emmanuela… Przepełnione zazdrością gromią je wzrokiem, by za chwilę opamiętać się i pogrążyć w wyrzutach sumienia, które jeszcze bardziej utwierdzają ją w małości i nicości.

A co z tymi, które ewidentnie już „wypadły z obiegu” – przestały być „pannami” i mają już wesołą gromadkę dzieci, poczętych w sposób niewątpliwie tradycyjny? Czy nadal łudzą się, że któryś z synów to wyczekiwany Mesjasz? A może swoje marzenia przerzuciły na swoje córki? Przyglądają się im podejrzliwie, myśląc „będzie co z niej?”. Czy uczą swoje córki: „szanuj się, bo może to właśnie ciebie dotyczą proroctwa, a jak pozwolisz Jonatanowi na zbyt dużo, na zawsze zaprzepaścisz nadzieje całego Izraela!” ?

Oczywiście, ponosi mnie fantazja, ale przyznam szczerze, że nie chcę się powstrzymywać. Te obrazy są tak natarczywe i tak barwne, a jednocześnie tak boleśnie aktualne, że żal się z nimi rozstawać. W ich świetle jeszcze jaśniejszy blask bije od Maryi, prostej dziewczyny, w której (jak wierzę!) istotnie spełniły się proroctwa. Muszę dodać jeszcze jedno: zanim ktokolwiek się obrazi – proszę wziąć pod uwagę, że tak naprawdę wszystkie te „postaci tragiczne” to JA.

Wracam myślą do dzisiejszych czasów. Z pewnością są na Ziemi osoby, które nie wierzą, że Mesjasz już przyszedł; nadal na Niego czekają. Czy rzeczywiście mają takie rozterki, jak podpowiada mi moja wyobraźnia? Katoliczki natomiast uważają, że ten scenariusz już się wydarzył. Żadna z nich nie ma szans zostać matką Zbawiciela.

Dotąd nie zdarzyło mi się pomyśleć, choć to niby oczywiste, że kiedyś ten wakat był do obstawienia. Dopiero zwrócił mi na to uwagę pewien mężczyzna (!) związany z muzyką liturgiczną. To mi uświadamia, że każdy człowiek ma swój unikalny plan do wykonania. Jest on nie do powtórzenia. Cała heca polega na tym, że dostajemy dość ogólne instrukcje. Maryja na przykład dowiedziała się tylko, że zostanie napełniona Duchem Świętym, a osłoni ją Najwyższy, czyli właściwie nie wiadomo, jak się wszystko odbędzie, ale mniej więcej znany jest zamierzony efekt, a główna bohaterka dostanie wszelkie potrzebne łaski i ochronę do tego, by jak najlepiej sobie z przygotowanymi wyzwaniami poradzić. Nie ma żadnych instrukcji, tylko sugestie („tak przy okazji, ciocia Ela też jest w ciąży, domyśl się, co z tym zrobić”). Mogła pomyśleć „o, to wesprze mnie, bo jestem teraz taka skołowana!”. Ale ona nie myśli o sobie – wybiera służbę Bogu i drugiemu człowiekowi.

Dostajemy nuty. Bierzemy je i śpiewamy, jak nam w duszy grają, bo można, wolno nam. Tak sobie jednak myślę – może warto czasem spojrzeć na Dyrygenta, bo wydaje się, że ma sporo wskazówek. Najlepiej, gdyby Dyrygent, był jednocześnie Kompozytorem. Wtedy powstanie jedna Pieśń, w której każdy ma swoje miejsce, dodaje swój unikalny głos. Harmonia sfer.

Dziś mi w duszy gra:

Nad inne Panny, które zachowały
Swe Bogu śluby, masz przywilej cały:
Z białych głów żadna bez wady wszelakiej
Czci nie ma takiej.

Pieśń kościelna

 

Opowiedz mi swoją niepowtarzalną historię!
Nawyk Kochania.

P.S. Dyryguje Paweł Bębenek, kompozytor.