#26 Dziękuję za różnorodność charakterów

Jestem typem samotnika. W dzieciństwie moją ulubioną zabawą było układanie guzików niczym mozaiki, w przeróżne wzory (moja babcia miała ich całą kolekcję). Każdy guzik miał swoją historię. Takie duże, zielone z czterema dziurkami były od wiosennego płaszcza mojej cioci. Brązowe, lekko wypukłe – od babcinej jesionki. Malutkie, oplecione złotym drucikiem, czarne, lustrzanie mieniące się łezki – to guziki od bluzki, którą babcia uszyła sobie na ślub koleżanki. Kuleczki ze sztucznego bursztynu były od letniej sukienki. Parę srebrnych blaszek, nakłuwanych tak, że ich wierzch przypominał naparstek, a pod spodem była tylko jedna pętelka – nikt nie wie, skąd się tam wzięły, ale jest podejrzenie, że zostały kupione do jakiegoś powstającego stroju, ale koncepcja się zmieniła i wylądowały w puszce, czekając na lepsze czasy. Był też jeden guzik od munduru, bardzo dużo średnich, jasnych, jakby „kościanych” o standardowym kształcie, wiele dziwacznych (pościelowych), takich obustronnie wkładanych do dziurek (nie przyszywa się ich) oraz cała masa różnej wielkości drewnianych „kołków”, które z jednej strony zawsze mnie fascynowały, a z drugiej zastanawiało mnie, dlaczego ktoś chciałby coś takiego nosić przy ubraniu.

Jestem introwertykiem. Jedynym w najbliższej rodzinie, dlatego długo było mi z tym źle. Do pewnego wieku moje upodobanie do zamykania się w pokoju i zatracania w swoim świecie (książek, „wynalazków”, sztuki, później też – nie ma się co oszukiwać – gier komputerowych) było wygodne i akceptowane. Kłopot z głowy. Później stał się niewygodny, kłuł w oczy. Uważano mnie za lenia („nic nie robi cały dzień”) albo smutasa (bo nie reaguję żywiołowo, raczej mam spokojne usposobienie). Mało brakowało, a przekonaliby mnie, że to prawda.

Z kolei moi przyjaciele nigdy nie wierzą, gdy im o tym wszystkim mówię. Wśród nich potrafię być duszą towarzystwa. Uśmiecham się, żartuję, nawet wygłupiam. To jak to w końcu ze mną jest?

DZIĘKUJĘ ZA MÓJ INTROWERTYZM.
Za to, że mam tak, jak niektórzy, ale inaczej niż inni.

Dopiero niedawno ktoś mi wytłumaczył, że przede wszystkim jest pełno innych sposobów charakteryzowania ludzi, a w całym tym rozróżnieniu (ekstrawertyzm kontra introwertyzm) w ogóle nie chodzi o, czy ktoś jest towarzyski, czy zamknięty w sobie. Chodzi o ładowanie baterii.

W tym momencie chcę podziękować wszystkim psychologom, którzy to czytają, za ich wyrozumiałość. Nie będę wchodzić z butami w Wasze kompetencje. Dzielę się tylko swoimi refleksjami i z przyjemnością poczytam Wasze komentarze, które wzbogacą moją wiedzę.

Podobno ekstrawertycy to ci, którzy najlepiej odpoczywają w towarzystwie. Mogliby bez przerwy imprezować, dyskutować, przebywać z ludźmi, bo to dodaje im energii. Gdy przychodzą chwile wyciszenia, samotności, koncentracji na jakimś zadaniu (na przykład w pracy albo podczas nauki do jakiegoś sprawdzianu) – potrafią to, ale za jakiś czas znów muszą odpocząć – w grupie. Introwertyk ma inaczej. Odpoczywa w swoim świecie, którego większa część znajduje się w jego głowie, a pozostała w najbliższym otoczeniu. Nie znaczy to, że jest mrukiem. Ceni sobie spotkania z ludźmi, ale może być mu trudniej nawiązać nowe kontakty (chyba że chce być anonimowy w tłumie). Na spotkaniach grupy znajomych może być osobą bardzo żywiołową, dopóki się nie zmęczy. Może się okazać, że w chwili, gdy ekstrawertyk dopiero zaczyna czuć, że się dobrze bawi, introwertyk jest już przesycony bodźcami i z przyjemnością uda się na poprawiny do swojej głowy, albo po prostu do domu.

Przyznam szczerze: odkąd w ten sposób postrzegam oba typy charakterów, jest mi dużo łatwiej żyć. Rozumiem i akceptuję innych, ale też potrafię się asertywnie zachować, by bronić mojego prawa do odpoczynku… na swój sposób.

Dziś mi w duszy gra:

Niektórym wydaje się, że są dużo lepsi, silniejsi itd… (może),
lecz żaden z nich na pewno nie ma pojęcia, że ja kocham cię, wiesz?

„Ty druha we mnie masz”,
sł. Randy Newmann, przekł. Filip Łobodziński

Jesteśmy różni, i fajnie.
Nawyk Kochania.

Reklamy

#4 Dziękuję za zimną krew

Wydarzyły się dwie niespodziewane sytuacje. Nie było niebezpiecznie, ale w obu przypadkach nagle, nieprzyjemnie i nawet trochę zawstydzająco.

Czytaj dalej #4 Dziękuję za zimną krew