#72 Dziękuję za towarzystwo

Dziś po raz pierwszy zdarzyło mi się odmówić Kamili wspólnego wyjścia na zupę do barku. Odkąd razem pracujemy, wspólnie spędzamy przerwę obiadową. Dziś „zupą dnia” był krupnik, za którym nie przepadam. Czy warto było zrobić Kamili tę przykrość i zrezygnować z jedzenia?

Czytaj dalej #72 Dziękuję za towarzystwo

Reklamy

#36 Dziękuję za wizytę

Mam nadzieję, że kiedyś rolę się odwrócą. Może po zakończeniu projektu „dziękuję”, przyjdzie czas na nowy: projekt „smacznego”.

To ja tak gadam o karmieniu ludzi, tutaj: #10
A może ja to tak naprawdę umiem? O ile dobrze pamiętam – ale było to tak dawno, że ręki sobie uciąć nie dam – dawniej udawało mi się to. Co się stało? Gdzie mi to zginęło?

To też ja, o sprzątaniu, tutaj: #36

Można powiedzieć, że mam za sobą pierwszy sukces. To, co jeszcze 26 dni temu wydawało mi się odległe, dziś przyszło mi bardzo naturalnie. Dobra, przyznaję, troszkę oszukuję, bo mam dzień wolny od pracy, a w dodatku wszystko ułożyło się… samo. Mimo wszystko uważam, że liczy się!

Czytaj dalej #36 Dziękuję za wizytę

#32 Dziękuję za smakołyki, które leczą

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie 
jako smakujesz, aż się zepsujesz
Jan Kochanowski

Ostatnio nie czuję się najlepiej. Obawiam się, że to początki anginy. Najbardziej dokuczliwy jest ból gardła, choć to nie jedyny objaw. Nie chcę jednak faszerować się lekami – robię to tylko w ostateczności. Nie zgadzam się też na przyjmowanie „leków” homeopatycznych. Na początku zawsze stawiam na sprawdzone, domowe metody powrotu do formy.

DZIĘKUJĘ ZA NATURALNE METODY LECZENIA DROBNYCH DOLEGLIWOŚCI.
Szczególnie za to, że czosnek, miód, cytryna i sok malinowy, oprócz tego, że leczą, są też pyszne!

Bardzo lubię herbatę i piję ją codziennie w dużych ilościach, ale jakim jest ważnym elementem życia społecznego można się dowiedzieć za granicą. Tak było w moim przypadku. Działo się to co najmniej dekadę temu we Włoszech. W domu zostaliśmy tylko ja i pan-dziadek. Wyobraź sobie: on ni w ząb nie zna polskiego, ja dość dobrze rozumiem włoski (głównie ze względu na podobieństwo do łaciny, którą ubóstwiam), ale wciąż wstydzę się powiedzieć słowo. Jest dość niezręcznie, więc żeby nie siedzieć przy pustym stole, wpadam na pomysł zaparzenia herbaty, cobyśmy przy pustym stole nie siedzieli. Oczywiście zamiast powiedzieć „czy chce Pan herbatę?” mówię „chcę herbaty?”, ale pan-dziadek załapał kontekst, odmówił i zmartwił się. Myślał, że dopada mnie przeziębienie albo boli brzuch. Herbatę bowiem, zwłaszcza czarną, pije się we Włoszech sporadycznie, raczej w ekstremalnych przypadkach. Jest traktowana na równi z „ziółkami”, trochę jak nasz rumianek.

Uwielbiam herbatę z miodem i cytryną albo z sokiem malinowym (o konsystencji syropu, koniecznie domowej roboty, z cząstkami malin!). Czasem dodaję cynamon, imbir, goździki, lub plasterek pomarańczy. To zestawy „prozdrowotne”, ale jestem ich nałogowym smakoszem.  W moim domu herbata dzieli się „mentalnie” na „zwykłą”, „zieloną” i „pyszną”. „Zwykła” to zazwyczaj jakaś herbata czarna (czysta lub Earl Grey), „zielona” – tu zaskoczeń nie ma, jakakolwiek zielona, jaka jest pod ręką, a „pyszna” to przeważnie jakaś aromatyzowana lub czarna z własnymi dodatkami; jej koronnym przykładem jest coś na kształt zimowego grzańca.

Odkrycie strony Czajnikowy.pl i połączonego z nią kanału YouTube otworzyło przede mną nowe horyzonty herbaciane, a zamieszczane tam materiały dają mi mnóstwo radości i wiedzy, którą chłonę i stopniowo wdrażam. Dziękuję Twórcom za inspirację i rozrywkę! Szczególnie polecam wszystkim (w kontekście dzisiejszego wpisu) odcinki o herbacie na wzmocnienie odporności, na katar oraz herbacie Aragorna z Władcy Pierścieni, na przeziębienie. 

Cytat z jednego z odcinków: "Bardzo dobre! Pod warunkiem, że ktoś lubi czosnek..." stał się kultowym tekstem w moim otoczeniu i pojawia się znienacka w różnych sytuacjach życiowych, niekoniecznie związanych z herbatą, a nawet czosnkiem. Za każdym razem wywołuje uśmiech. Czy już wiesz, z którego odcinka pochodzą te słowa?

Lubię czosnek. Śmiało mogę go dodawać wszędzie. Bez niego nie może się obejść sos do pizzy i serek śniadaniowy. Nadaje smak śląskiej wodzionce (jest wyjątkowo dobra, na co nie wskazywałby przepis). Smakują mi też kanapki z masłem i drobno krojonym czosnkiem i natką pietruszki, ale (ciekawe, dlaczego?) zajadam się nimi tylko podczas choroby. Kiedyś niedaleko była otwarta pizzeria, w której można było kupić gorącą bagietkę podpiekaną z masłem, czosnkiem i pietruszką. Nasz przysmak z dzieciństwa – woleliśmy to niż lody, gumy do żucia, czy słodycze (to były dobrze wydane dwa złote). Obecnie można w supermarketach kupić czosnkowe bagietki do zjedzenia na zimno lub na ciepło – czasem ulegam pokusie…

Czosnek ma swój specyficzny zapach. Niektórzy mówią, że zwyczajnie śmierdzi, choć moim zdaniem sam w sobie pachnie nawet ładnie, natomiast pot i oddech osoby zajadającej się nim bywa nie do zniesienia. Mimo to mówi się, że czosnek jest afrodyzjakiem. Trudno mi się do tego odnieść, być może coś jest na rzeczy. Szczególnie jeśli dwie osoby, które mają się ku sobie, są jednocześnie miłośnikami czosnku – wtedy można bez zażenowania połączyć przyjemne z pożytecznym. Na wszelki wypadek polecam jednak prysznic, cytrynę, sodę, natkę pietruszki i ziarna kawy – skutecznie neutralizują czosnkowy zapach.

Dziś mi w duszy gra:

„Przetrawi, ulgę sprawi, zawsze doda sił –
czosnek!”

„Czosnek” z musicalu „Taniec Wampirów”
muzyka: Jim Steinman
tekst oryginalny: Michael Kunze
tekst polski: Daniel Wyszogrodzki

Na zdrowie!
Nawyk Kochania.