#12 Dziękuję za mękę i śmierć Jezusa na krzyżu

Wydanie na Wielki PIĄTEK

Idąc do kościoła mijam duży plac, po którym mnóstwo ludzi spaceruje, a młodzież jeździ na deskorolkach i rolkach. Obok znajduje się popularna restauracja z żółtym „M” – dziś, o dziwo, siedzi w niej zaledwie kilka osób, a obsługa się nudzi jak nigdy. Odczuwam powiew nadziei. Żwawym krokiem drepczę na liturgię.

Otwarte tabernakulum zieje pustką. Nagi ołtarz, żadnych świec, schowany krzyż. Na taki widok moja wyobraźnia galopuje w nieprzewidziane rejony. Wstrząsa mną dreszcz, gdy wyobrażam sobie plądrowane kościoły w czasach wojen, a za chwilę podśmiewam się, że liturgia zaskoczyła księży w czasie świątecznych porządków. Nieładnie – strofuję siebie – czas się wyciszyć i skoncentrować na najważniejszym! Nagle przychodzi mi to łatwo, gdy widzę jak kapłan z trudem i niezgrabnie próbuje położyć się krzyżem przed ołtarzem. Ma już swoje lata, więc robi to niezgrabnie, ale jest w tym takie namaszczenie, że nie mogę już nic innego, tylko się modlić w ciszy.

DZIĘKUJĘ CI, JEZU, ŻE SWOJĄ MĘKĄ ODKUPIŁEŚ MÓJ GRZECH.
Dziękuję za Twoją śmierć z miłości.

W tym roku moje przygotowanie do Wielkiego Piątku polegało na rozważaniu codziennie przez 24 dni, godzinę dziennie, 24 Godzin Męki Jezusa Chrystusa, na podstawie objawień Luisy Picaretty „Małej Córeczki Woli Bożej”. Dotąd rozważania o męce Chrystusa kojarzyły mi się głównie z Tajmnicami Bolesnymi Różańca, Drogą Krzyżową i ewentualnie nabożeństwem Gorzkich Żali. Już one same wydawały mi się jakimś nadmiarem, teatrem kobiet-płaczek.  Po wczytaniu się w te ostatnie chwile z życia Jezusa godzina po godzinie czuję, że moje dotychczasowe wyobrażenie było niekompletne i przypominało spis chronologicznie ułożonych tytułów, haseł, skrótów myślowych. Teraz lepiej rozumiem, co znaczy zadośćuczynienie. Wiem też w końcu, co tak naprawdę oznacza „przebywanie Jezusa w ciemnicy”. ON jest HEROSEM, prawdziwym walecznym mężczyzną, a nie jakąś pobitą ciamajdą! Jest Zbawicielem Świata! Jest dobrowolną ofiarą przebłagalną za moje grzechy, a nie ofiarą losu! Na ślubnym kobiercu ludzie przysięgają sobie miłość do śmierci… Czy są gotowi umrzeć za siebie nawzajem? Jezu, naucz mnie takiej heroicznej miłości!

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję
(J 15, 13-14)

A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. 
(J 17, 19)

Kontynuuję czytanie książki o ojcu Dolindo Ruotolo. Dowiaduję się, że dawniej nie było możliwości przyjmowania Komunii Świętej w Wielki Piątek, a wspomniany ksiądz starał się o to. Podobnie jak o możliwość odprawiania więcej niż jednej Mszy w dni powszednie. Obecnie jest to możliwe. A Ty korzystasz z tych możliwości? Przyznam szczerze, że ja dopiero zaczynam odkrywać te dobra. Czuję, że spotkała mnie łaska. Nie wiem, od kiedy tak mocno przeżywam przyjęcie Ciała Chrystusa. Nie wiem, kiedy rzeczywiście przestało być dla mnie tylko „opłatkiem”. Wiem, że czuję jakieś ogromne pragnienie codziennego przystępowania do Komunii, a kiedy nadchodzi ten moment – wstrzymuję oddech.

"Proszę Go, by powołał swoje eucharystyczne gołębice, by kapłani mogli odprawiać więcej niż jedną Mszę w ciągu dnia, by można było przystąpić do Komunii także wieczorem. (...) Och, czuję, że Jezus z tabernakulum płonie pragnieniem ofiarowania się im (...).
 
Słowa o. Dolindo Ruotolo, cytowane za "Jezu, Ty się tym zajmij..."

Dziś mi w duszy gra:

„Dla ciebie umarł Syn Boga Jedyny,
By Cię wybawić z grzechów Twoich winy”

Pieśń wielkopostna, „Płaczcie anieli”

Chrystus umarł za mnie i za Ciebie, abyśmy mogli żyć!
Nawyk Kochania.

Reklamy

#5 Dziękuję za całkowite przebaczenie

Nadal nie mogę tego pojąć. To było tak zadziwiające uczucie – na początku inspirująca, kompulsywnie powracająca myśl. Później jakby stopy poniosły mnie same. Chwila niepewności, wewnętrzna szamotanina… I spokój. Potem widzę uśmiech – tak szczerze się cieszy moim szczęściem, moją wolnością. Kochana.

DZIĘKUJĘ ZA SPOWIEDŹ, KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ I ODPUST ZUPEŁNY.
Nie sposób opisać, jaki ciężar spada w tych okolicznościach. W jednej chwili – cały dług darowany. Niepojęte.

Nie umiem motywować ludzi do zmiany postępowania na lepsze. Nie mówię tu nawet o ewangelizacji – chodzi o proste sprawy jak zdrowe odżywianie, rzucenie nałogów, czy zażywanie ruchu na świeżym powietrzu. Nikogo nie udało mi się namówić do zmian w żadnej z tych sfer. Trochę frustrujące – zatracam się w poczuciu misji, aż zdaję sobie sprawę, że odbijam się od ściany. Słowa nie działają na te osoby, ale w pierwszej kolejności nie działają na mnie!

Odwracam się na pięcie i udaję, że się nie wtrącam. Zadbam o swoje potrzeby – myślę. Wtedy nagle dzieją się cuda. „Verba docent, exempla trahunt”, czyli „Słowa uczą, przykłady pociągają” – sentencja, której prawdziwość znam z własnego doświadczenia.

Nagle w ludzi wstępuje fala dobra. Czy to dlatego, że ich inspiruję, czy też oni mnie? Zmienił się mój sposób patrzenia na innych, czy na siebie? Czy w końcu umiem wybaczać 77 razy, ale przede wszystkim sobie? Widok odmienionych, promieniejących ludzi to wspaniałe, a jednak kole, bo uczy pokory. Poprawianie innych to obowiązek, a nie zasługa. Przychodzi łatwo. Najtrudniej spojrzeć w lustro.

Rozumiem ten uśmiech, napotkany po wyjściu z konfesjonału. To było jedyne, czego mi było trzeba. To była Boża twarz, Boże oczy. Ja też chcę mieć takie. Tuż nad cichym i pokornym sercem, które nikogo nie zmusza, ale magnetycznie, anonimowo pociąga ku nawróceniu, ku łasce.

Dziś mi w duszy gra:

„Spójrz Panie na słabe serce moje
Które pragnie rozdawać Twą miłość
Nie tylko przyjaciołom, a nade wszystko wrogom
Ty ukryty w mym wnętrzu kochaj.”

Krzysztof Fijałka, Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej,
„Naucz mnie miłości krzyża”

„Odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”

Nawyk Kochania.