#31 Dziękuję za dzieciństwo

Pewnego dnia trzech kolegów zakochało się w tej samej dziewczynie. Nie ukrywali przed sobą nawzajem, że starają się o jej względy, co stanowiło poważne wyzwanie dla ich przyjaźni. Choć chłopcy godzili się na taki czworokąt, nie chcąc stracić ani kolegów, ani obiektu westchnień, nie zaginął w nich duch rywalizacji. Codziennie wielokrotnie wymagali potwierdzenia, że wciąż znajdują się na podium serca ukochanej. Traktowali ją jak królewnę: dawali prezenty, wyręczali nawet w drobnych czynnościach, bronili przed nieprzyjemnościami ze strony innych osób. Dziewczynie z jednej strony to odpowiadało, toteż obdarzała czułościami to jednego, to drugiego. Śmiała się z ich dowcipów i wołała na pomoc, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Z czasem jednak amory zaczęły być uciążliwe.

Na początku popsuły się relacje chłopaków z bratem dziewczyny. Ten szybko zorientował się, że koledzy zaczęli go postrzegać wyłącznie jako drogę do jego siostry. Miał tego dość, więc wszczął akcję sabotażową: gdy któryś pytał o nią, ten z satysfakcją zadawał cios w samo serce, mówiąc: „ona już cię nie lubi” albo „woli innego”.

Dziewczyna stała się prawdziwą łobuziarą. Zdrzyło jej się kilkakrotnie wpaść w kłopoty, ale miała wokół siebie rycerzy, którzy solidarnie za każdym razem brali winę na siebie. Z czasem wyrobiono sobie o nich negatywną opinię, ale to było dla nich bez znaczenia: najważniejsze, że dziewczyna pozostała bez skazy.  Przewróciło jej się w głowie od nadmiaru zainteresowania, ale kto wie, czy prawdziwą tego przyczyną była pycha, czy zmęczenie tym ciągłym nadskakiwaniem jej. Raz wiła się wokół jednego z zalotników, innym razem była wobec niego agresywna i oschła. W końcu jeden z nich pękł.

Kacper długo nie mógł zrozumieć, dlaczego jest traktowany tak podle, skoro zawsze jest gotów Oli przychylić nieba. Nie bez oporów zaakceptował opinię terapeuty, który zasugerował, że choć „zdobywanie” jest domeną mężczyzn, to w zdrowym związku obu stronom należy się szacunek i nie jest w porządku, gdy jedna strona stara się, przekraczając nieraz swoje granice, a druga bawi się jej uczuciami. Wkrótce, za namową Kacpra, cała czwórka zdecydowała, że należy razem udać się do terapeuty, który pomoże rozwiązać ich problem.

– Też mi było smutno, ale nie chciałem przy niej płakać – mówi Hubert do pozostałych dwóch kolegów, gdy wyszli z gabinetu.
– Ale my też możemy okazywać uczucia! – krzyczy Janek – Słyszeliście, co powiedział terapeuta? „Możecie być wyłącznie jej kolegami, niczym więcej”, zgadzacie się na to?
– Ja Olę kocham i nie zrezygnuję z mojego prawa do miłości! – żachął się Kacper, ale przed oczami wciąż miał swoją wybrankę, która brutalnie i stanowczo mówi wszystkim trzem: „nie chcę”. Zaczęła w nim kiełkować pewna myśl.

Niedługo potem Kacper udał się w ustronne miejsce, otworzył okno i wspiął się na parapet. Popatrzył w dół. Drugie piętro, więc nie jest bardzo wysoko, ale już trochę kręci się w głowie.
– Co robisz?! – krzyknął Hubert na ten widok.
– Życie bez Oli nie ma sensu – odparł dramatycznie Kacper. Hubert chwilę się zastanowił, posmutniał i w milczeniu zajął miejsce obok kolegi.

Żaden z nich nie skoczył, bo skutecznie interweniowali nauczyciele. Rzecz bowiem działa się w szkole. Chłopcy mają  po dziewięć lat, a dziewczynka siedem.

DZIĘKUJĘ ZA MOJE DZIECIŃSTWO POZBAWIONE PODOBNYCH DRAMATÓW.
Dziękuję też za te dzieci, które pokazują mi, jakimi jesteśmy dorosłymi.

Znacie ten rumieniec matki, której dziecko powtarza publicznie zasłyszane od niej „dorosłe” słowa i zwroty? Dziecko jest jak magnetofon: wchłania wszystko, co do niego mówimy (oraz to, że w ogóle do niego nie mówimy). Naśladuje wzorce z telewizji i gier komputerowych. Wszystkie te rzeczy w ustach i czynach osób dorosłych są usprawiedliwione: doświadczeniem życiowym, sytuacją, kontekstem. Gdy to samo robią dzieci, dodają do tego swoją prostotę i niewinność. Nie kombinują zanadto: robią tak, jak czują. Myślę, że czasem moglibyśmy się od nich uczyć jak postępować (trzech chłopaków w zgodzie, pomimo rywalizacji o tę samą dziewczynę?), ale też zastanowić się nad naszym postępowaniem wobec nich. Skąd bowiem w głowie dziewięciolatka idea skakania z okna i utraty sensu życia z powodu dziewczyny? Kto odarł chłopaka z godności i nauczył, że on nie ma prawa wymagać niczego od dziewczyny, za to ona od niego – wszelkich poświęceń?

Dzieci to małe kamery – nagrywają wszystko i odtwarzają. Jeśli widzimy w nich coś, czego nie akceptujemy, w pierwszej kolejności warto pomyśleć: czy to nie jest film, na którym widać moje własne zachowanie? A jeśli nie (bo jestem nieskazitelnym człowiekiem!), to może nie mam czasu świecić przykładem w zasięgu wzroku dziecka?

Dziś mi w duszy gra:

Lecz jakże kruche bywa szczęście w nietrwałym świecie z porcelany!
Złośliwy wiatr zatrzasnął okno i książę rozbił się na amen.

Tekst: Jacek Cygan
Muzyka: Rafał Paczkowski

Dorastamy, czy tylko nam się tak zdaje?
Nawyk Kochania.

P.S. O moim dzieciństwie (czy było najlepszym czasem w moim życiu?) napisane tu: #30. Polecam też poczytać o męskich wzorcach: #27

P.S.2. Imiona zostały zmienione.

Reklamy

#13 Dziękuję za moją nieudolność

Wydanie na WIELKĄ SOBOTĘ
"Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych"

Starożytna Homilia na Wielką Sobotę, na podst. KKK 635

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że nie żyję. Codziennie wracam do domu, który wygląda jak składzik różnych rzeczy. Nie mam siły na nie patrzeć, ale też nie mam siły ich ruszyć. Dokładam tylko kolejne i przestawiam z miejsca na miejsce. Dzisiejszy dzień, kiedy patrzę na ciało Jezusa w grobie, kiedy wszystko zastyga i nieruchomieje, pokazuje mi ważną prawdę o mnie. Gniję… Ale nie muszę się tym dobijać! Jezus leży w grobie i czeka, aż Ojciec go wskrzesi. To dla mnie duże odkrycie, że On też miał taki dzień, kiedy sam z siebie nie mógł nic zrobić, był zdany w jakiś sposób na „łaskę” (?) Boga Ojca.

DZIĘKUJĘ ZA ZMARTWYCHWSTANIE, KTÓRE W PEWNYM SENSIE BYŁO WSKRZESZENIEM.
Za grób, który też przyniósł dobrą nowinę.

Wiem, to nie jest tak, że Jezus sobie spał i czekał na cud. Czytam w Katechiźmie Kościoła Katolickiego, że właśnie buszuje po piekle i łowi z niego dusze „sprawiedliwych”. Naśladując go, zstępuję do mojego „piekiełka”. I już wiem, co muszę w sobie odnowić.

Po pierwsze chcę wreszcie zacząć wstawać z łóżka z energią (zamiast z rezygnacją). Patrzeć na swoje mieszkanie z dumą (a nie przygnębieniem). Otaczać się przedmiotami, które lubię (a nie tymi, które po prostu są – skąd to się tu wzięło?). Wnosić we wszystko swoją inicjatywę, ożywiać wszystko wokół (a nie przyglądać się z pretensją do siebie – „przewróciło się, niech leży, nie podnoś, nie ma sensu”). Żyć (a nie odhaczać terminy).

Poczucie rezygnacji, bezsensu, nieumiejętności, braku wpływu na rozwój wydarzeń – to wszystko jest kłamstwem, w które chcę przestać wierzyć! Tak bardzo potrzebuję darów Ducha Świętego, ale na Pięćdziesiątnicę trzeba jeszcze trochę poczekać. Dziś, patrząc na martwego Jezusa, którego Ojciec wskrzesi, wiem, że mogę przyjąć pomocną dłoń od Niego, ale też od ludzi. Podasz mi ją wirtualnie?

 

Dziś mi w duszy gra:

„Niech mnie strzeże Twa święta Krew,
niech mnie chroni Twe święte Ciało.
Panie Jezu, ze mną bądź,
Panie Jezu, prowadź mnie”

Pieśń kościelna

Wspierajmy się!
Nawyk Kochania.