#38 Dziękuję za ciszę

25 kwietnia – Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem

Odkąd pamiętam dobrze mi się pracowało nawet w hałasie, a raczej gwarze. Mam tak od dziecka. Bardzo przyjemnie mi się pisze, rysuje, liczy, gdy siedzę w tłumie rozmawiających ludzi. Jeśli tylko pozwolą mi na siedzenie w swoim towarzystwie, ale nie zaczepiają mnie, nie pytają, nie czują się zobowiązani włączyć mnie do rozmowy – jestem w stanie naprawdę efektywnie pracować. Może nawet wydajniej niż w kompletnej ciszy.

Inaczej jest, gdy ktoś mówi do mnie głośno i żywiołowo – nawet jeśli jest to oznaka ekscytacji, radości, nie mogę tego znieść. Szybka, głośna mowa na wysokim tonie działa na mnie stresująco. Słysząc taki potok słów czuję się jak pod ostrzałem. Czasem nieprzyjemnie się odezwę, powiem na przykład „ciszej, jestem pół metra od Ciebie!”. Nie mogę się powstrzymać.

Dla odmiany źle mi się uczy i pisze przy muzyce. To jest tło dobre do malowania, rysowania, rzeźbienia, ale nie do słów. Odpowiednia muzyka dobrze nastraja mnie do jazdy samochodem (dla mnie najodpowiedniejsza jest muzyka klasyczna, instrumentalna, najlepiej z małą ilością partii skrzypcowych, bo świdrują mi mózg swoim wysokim dźwiękiem). Mimo wszystko nawet tę wyłączam podczas parkowania, żeby się lepiej skupić.

Moja mama potrzebuje do życia energicznego radia. Kiedy tylko wejdzie do domu, natychmiast włącza kuchennego „boomboxa”, a skoczne rytmy pozwalają jej wykrzesać z siebie resztki energii pozostałe po całym dniu pracy. To zupełnie na odwrót niż ja. Nie jestem w stanie długo wytrzymać w domu rodziców, gdzie w każdym pokoju jest włączona muzyka albo telewizja. Ja też jestem dla nich nie do wytrzymania, bo gdziekolwiek zajrzę, tam wyłączam ten harmider albo nalegam, by przyciszyć, bo „ryczy”.

Po pracy, w której poziom hałasu przekracza jakiekolwiek dozwolone normy, z przyjemnością zamykam za sobą drzwi wyjątkowo cichego mieszkania. Jest z dala od dźwięków ruchu ulicznego. Czasem słychać aktywność sąsiadów, ale jest dość sporadyczna i przewidywalna, można przywyknąć. Takie ciche mieszkanie ma jedną zaletę: dobrze się śpi (kiepsko wstaje, bo po co rezygnować z przyjemności leżenia w ciepełku i ciszy, ale w zimie budziły mnie ćwierkające sikorki – nie zmyślam! – i to mnie cieszyło, natychmiast wyciągając spod kołdry).

Nie zawsze cieszy mnie siedzenie w głuchej ciszy (spotęgowanej przez puszysty dywan, mięsiste zasłony i sporo elementów tekstylnych), ale po zmęczeniu hałasem nie jestem w stanie słuchać nic innego niż gadania człowieka. Dlatego jeśli nie mogę aktualnie z kimś porozmawiać (albo raczej: słuchać czyjegoś monologu, bo w takim stanie nie mam polotu choćby na sklecenie zdania), włączam lekki film albo Youtube.

DZIĘKUJĘ ZA GŁÓD CISZY.
Za warunki do jej znalezienia oraz czas na to.

Podobno ludzie współcześnie boją się ciszy, bo nie daj Boże w niej zaczną słyszeć swoje myśli, które chcieli za wszelką cenę zagłuszyć. To chyba duże uproszczenie. Wyobrażam sobie, że rodzice nagle wyłączyli wszystkie te hałasy. Dźwięki, które fizycznie usłyszą, to prawdopodobnie będzie dzwonienie w uszach. Czy taka cisza skłoni ich do refleksji? Wątpię. Raczej rozdrażni w ten irytujący sposób, jak przyczajony, niewidoczny, ale wyraźnie słyszalny komar (komarzyca!).

Chodzi więc o coś innego. Podejrzewam, że najtrudniejsze będzie, że w tej ciszy, czyli w tym braku bodźców – braku piosenek, wiadomości, braku rytmu dnia – w tej zmysłowej deprywacji będą nagle musieli ze sobą rozmawiać. A to nie przychodzi tak hop-siup. Będą musieli sami zaplanować sobie dzień – nie według ramówki telewizyjnej. Rozrywkę będą czerpać z własnej wyobraźni. Jeśli zatem przez hałas będziemy rozumieć tylko dźwięki oraz uwierzymy, że to, co zagłuszamy, to nasze refleksje o życiu i własnym, szeroko pojętym „duchu”, to pewnie sprowadzimy cały problem do stereotypu i niczego nie rozwiążemy.

Moim zdaniem hałasem może być też czcza gadanina. Obmawianie kogoś, wzajemne przekrzykiwanie w kłótni albo odwrotnie – puste pochlebstwa. Hałas to również podniesienie larum z powodu jakiejś istotnej sprawy. Ciszą natomiast można nazwać ignorowanie kogoś, brak odzewu, dialogu. Może być to też wyraz uszanowania, niema zgoda, powstrzymanie się od raniących komentarzy. Czy rzeczywiście cisza i hałas to przeciwieństwa, jak dobro i zło? Wątpię. Ja szukam złotego środka.

Dziś mi w duszy gra:

Kończ, po co ten ciągły hałas? Sam zdwoić go wciąż się starasz.
Tak Cię uczyli od lat: „tylko krzykiem zdobywa się świat”, a to nie tak!

„Cisza jak ta”
Tekst: Andrzej Mogielnicki
Muzyka: Romuald Lipko, Krzysztof Cugowsk

Hałas to zanieczyszczenie
Nawyk Kochania.

Reklamy

#25 Dziękuję za codzienne pobudki

Dziś krótko, ponieważ zasypiam nad klawiaturą, ale jest jedna rzecz,  za którą mimo wszystko chcę podziękować.

DZIĘKUJĘ ZA PORANNE BUDZENIE.
Za troskę o moją wewnętrzną dyscyplinę.

Ostatnio dużo pracuję, poświęcam też sporo czasu na hobby. Budzika nie słyszę prawie nigdy. Gdyby nie jedna szczególna dla mnie osoba, prawdopodobnie dawno wyrzuconoby mnie z pracy.

Dzwoni do mnie codziennie rano. Pomimo swoich obowiązków chce zamienić ze mną kilka słów. Może się to wydawać absurdalne – hasło „nie mów do mnie z rana” jest przeciż prawie tak samo popularne jak „nie lubię poniedziałków”. Ja natomiast lubię to bardzo.

Czasem nasza wymiana zdań jest bardzo konwencjonalna. Bywają jednak takie dni, gdy telefon zaskoczy mnie w półśnie. Wtedy w ogóle nie mówię logicznie, a wątki wyobrażone mieszają się z rzeczywistymi. W takich sytuacjach zdaję sobie sprawę, jak dużym zaufaniem obdarzam rozmówcę. Dawniej budziło mnie radio (o którym traktował ostatni wpis). Włączało się samo o ustalonej porze. Dziś tak nie potrafię. Że mój organizm przestał reagować na budzik – też już wiadomo. Po prostu wewnętrznie domagam się kontaktu z człowiekiem. Chcę się nauczyć zasypiać wcześniej, ale zawsze jest zbyt dużo pokus.

Dziś w drodze do pracy radio pięknie skomentowało moje upodobania za pomocą piosenki na wskroś absurdalnej. (Nie była mi wcześniej znana…). Ciężkim riffom towarzyszy tekst, który wygląda jak żywcem wyjęty z jakiejś dziecięcej, lekkiej piosenczki, bo traktuje o plastkikowym kubku w szlaczki i prosiaczki. Tak sobie myślę – czas spać, żeby jutro nie gadać rano bez ładu i składu.

Dziś mi w duszy gra:

Na górze ma szlaczki, na dole ma szlaczki,
cały jest w prosiaczki!

„Kubek”, sł. Piotr Łagucik

Śpijcie dobrze!
Nawyk Kochania.

#24 Dziękuję za radio

Dziś w Polsce obchodzimy „Dzień radia”. W takich chwilach przypominają mi się zwykle debaty wokół ogólnie ujętego tematu: „czy nowe wynalazki zastąpią stare?”. Zastanawiamy się, czy tradycyjne książki z czasem zanikną, wyparte przez e-booki, czy Internet wygra z telewizją, czy tablety zastąpią szkolne zeszyty, czy telefony stacjonarne mają jeszcze rację bytu… Domyślam się, że dawniej sen z powiek spędzało pytanie „czy telewizja zastąpi radio?”. A ono do dziś ma się dobrze.

DZIĘKUJĘ ZA AUDYCJE RADIOWE.
Szczególnie muzykę o poranku. Za piękne głosy i nienaganną wymowę prowadzących. Za rozwijanie wyobraźni. Za wiadomości co godzinę.

Słucham radia codziennie w samochodzie. Kiedy czasem przypominam sobie, że dawniej można było usłyszeć muzykę jedynie na żywo, w mojej wyobraźni jedzie ze mną paru muzyków, którzy mi przygrywają. Na tylnym siedzeniu – na wpół leżąca wiolonczelistka, celuje gryfem do bagażnika. Z przodu – puzonista z wydętymi policzkami trąbi przez okno. Innym razem mężczyzna śpiewa ciepłym barytonem i przygrywa na gitarze. Wysiada za następnym skrzyżowaniem, a jego miejsce zajmuje smukła skrzypaczka.

Uwielbiam słuchać felietonów Profesora Tadeusiewicza. Jego popularnonaukowy styl mówienia o zawiłościach inżynierii jest darem. Po nich każdy czuje się odrobinę mądrzejszy, ale jest to na pewno efekt uboczny rozrywki intelektualnej. Głos Pana Profesora, pomimo chropowatości, ma w sobie uśmiech, radość, jakby mówił „zobacz, jaki świat jest piękny, jak wspaniale zbudowany”.

Namiętnie słucham także Audycji Podzwrotnikowej Wojciecha Cejrowskiego. Imponuje mi, że nie jest to po prostu godzina egzotycznej muzyki, okraszona co jakiś czas komentarzem znanego podróżnika. Każdy odcinek to odrębna historia, opowiedziana od początku do końca za pomocą muzyki. Utwory są misternie dobrane, ich kolejność, treść, charakter – wszystko ma znaczenie. Barwny język i zabawne wtręty prowadzącego dodają całości smaczku.

Lubię także radia regionalne ze względu na to, że „w międzyczasie” dowiaduję się o wydarzeniach ze swojej okolicy. W czasach liceum budziła mnie zawsze lokalna studencka rozgłośnia, w której utwory są bardziej dynamiczne niż gdzie indziej, a poruszane tematy – młodzieżowe. Minusem bywa warsztat prowadzących, ale w tym przypadku mam wysoką tolerancję.

Podoba mi się, że gdy jestem w podróży, przy wjeździe do niektórych miast ustawione są banery, informujące o tym, na jakiej częstotliwości mogę posłuchać ulubionej lub lokalnej stacji. Prawdziwą ucztą było dla mnie słuchanie radia kaszubskiego i górnośląskiego. Ogromnie szanuję ich wkład w pielęgnowanie lokalnych tradycji, ale przede wszystkim odmienność obu języków (śląski mogę też nazwać etnolektem, ale z szacunku dla Ślązaków pozostawię tak, jak jest), a jednocześnie podobieństwo do języka polskiego ogólnego sprawiają, że słuchanie najnudniejszego wywiadu o sprawach, które w ogóle mnie nie dotyczą urasta do rangi uczty lingwistycznej.

I jeszcze jedna sfera, w której telewizja jakoś nie jest w stanie zastąpić mi radia – to mecze sportowe (głównie piłki nożnej). Podziwiam kunszt radiowych komentatorów sportowych. Mecz rozgrywany dzięki nim w mojej wyobraźni jest zawsze dużo bardziej emocjonujący niż gapienie się na zielony ekran z małymi ludzikami. Barwne opisy wyglądu piłkarzy, zwracanie uwagi na detale, używanie kwiecistych porównań – to wszystko wnosi nową jakość. Owszem, czasem ten monolog jest doprowadzony do przesady, dlatego nieraz krzyczę „ale gdzie jest PIŁKA?!”.

Niestety nie każdego radia jestem w stanie słuchać. Ubolewam nad tym, że przekaz słowny jest traktowany w wielu rozgłośniach po macoszemu. Męczy mnie słuchanie nieprawidłowej wymowy czy notorycznych błędów językowych, nie wspominając już o pustych pseudodyskusjach czy wymuszonych, często wulgarnych monologach. Przesunięte akcenty doprowadzają mnie do szału, a szybkie tempo mowy-trawy (czyli takiej, za którą nie idzie szybkie podawanie informacji, jak w przypadku komentatorów sportowych) przyprawia mnie o ból głowy. Nie jestem w stanie słuchać niektórych piosenek (wulgarnych, o płytkiej treści, wykonanych przez pseudowokalistów-celebrytów). Oczywiście nie chcę propagować skrajności – nie twierdzę, że cała muzyka rozrywkowa jest do wyrzucenia, a jakąkolwiek wartość ma tylko Bach i Mozart – niz z tych rzeczy. Po prostu boli mnie to, że ani treść, ani piękno brzmienia, ani poprawność – nie są już wartościami. Wtedy po prostu produkujemy hałas i klonujemy pseudoartystów.

Dziś mi w duszy gra:

So don’t become some background noise
A backdrop for the girls and boys (…)
Let’s hope you never leave old friend
Like all good things on you we depend
So stick around ’cause we might miss you
When we grow tired of all this visual.

„Radio ga ga”, muz. i sł. Roger Taylor, wyk. oryg. Queen

A prawdziwym wynalazcą radia jest Nikola Tesla!
Nawyk Kochania.